Saletyńska Szkoła        Nowej Ewangelizacji             przy zgromadzeniu                      księży misjonarzy saletynów 

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

- Mt 5 , 9

To już 171 lat od Jej przyjścia

To już 171 lat od Jej przyjścia

Miesiąc wrzesień kieruje uwagę i spojrzenie naszego serca na południe Francji w piękne i majestatyczne Alpy, gdzie 19 września 1846 roku przyszła na ziemię Piękna Pani. Na świadków wybrała tych, których by nikt nie wybrał. Dwójkę dzieci, które zajmowały się pasieniem krów. I choć były zaniedbane i wydawać by się mogło, niezdolne do tego, aby im powierzyć szczególne zadanie i misję do wypełnienia, to jednak im Piękna Panie przekazuje szczególne Orędzie, które również dziś nie utraciło swej aktualności. Wręcz przeciwnie, dziś w czasach, w których żyjemy, istnieje pilna potrzeba, by je na nowo odczytywać i nim się przejąć oraz je głosić w świecie tak mocno podzielonym.

Było to dnia 19 września 1846 roku, w sobotę, w dzień poprzedzający Święto Siedmiu Boleści Maryi. Słoneczny ranek zagościł w kotlinie La Salette. Dwoje pastuszków, Maksymin i Melania, wypędzają swoje stado zygzakowatą drogą po zboczu Planeau pod górę, na pastwisko w granicach gminy La Salette. Nie domyślają się, że prowadzi ich tajemnicza dłoń. Piotr Selme, gospodarz, u którego w tym tygodniu Maksymin jest na służbie, przez całe przedpołudnie kosi trawę w pobliżu dzieci pasących stada. 

Około południa słychać z wioski La Salette głos dzwonu na Anioł Pański.  Dzieci spędzają zwierzęta razem i prowadzą je w inne miejsce płaskowyżu. Najpierw poją krowy w potoku Sezia, w tzw. zbiorniku dla bydła i pędzą je na łagodne zbocze góry Gargas. Same zaś siadają w dole, na lewym zboczu Sezii, obok źródła dla zwierząt i spożywają przyniesiony ze sobą czarny chleb z serem. Piją do tego świeżą źródlaną wodę, a wierny towarzysz Maksymina – pies Lulu, również dostaje swoją porcję jedzenia. 
Inni pasterze, pasący niedaleko Maksymina i Melanii, też przyprowadzili swoje bydło do źródła, aby je napoić i aby również się posilić. Maksymin i Melania zostają w końcu sami. Siadają wygodnie po prawej stronie strumienia, obok małej studni, która w lecie zawsze wysychała. Ponieważ bawiły się przez całe przedpołudnie i już od samego świtu były na nogach, są zmęczone. Słońce praży na odsłoniętych stokach – i dzieci, wbrew swoim zwyczajom, zasypiają.
Po półtorej godzinie Melania nagle się budzi. Pierwsza jej myśl dotyczy krów. Zrywa się na równe nogi i rozgląda się wokoło, wypatrując zwierząt. Nie może ich jednak zobaczyć z niecki, w której się znajduje. Wówczas przestraszona woła: Maksyminie, chodź, nie ma naszych krów! Na wpół śpiący jeszcze chłopiec mówi do swej towarzyszki: Co się stało? Co tak krzyczysz? Melania znów powtarza: Krowy zniknęły! Dzieci zrywają się szybko z miejsca i pędzone strachem biegną pod górę, na małe wzniesienie. Spostrzegają, że krowy pasą się na przeciwległym zboczu góry Gargas.
Czytaj całość historii 
 
Warto zobaczyć

Logowanie użytkownika

REJESTRACJA