Saletyńska Szkoła        Nowej Ewangelizacji             przy zgromadzeniu                      księży misjonarzy saletynów 

Złóż Bogu ofiarę dziękczynną i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu.

- Ps 50, 14

Świadectwo 2

„Litość bowiem Twoja zabiegała im drogę i ich uzdrowiła” Mdr 16.10

Dziękuję Miłosiernemu Bogu za wyzwolenie z niewoli grzechu oraz za wszystkich ludzi których mi dał aby mi pomogli.

Pierwszy raz dotarło do mnie spojrzenie Jezusa Miłosiernego w roku 2000. Moja siostra podarowałam mi obraz Jezusa Miłosiernego. Stwierdziłam, że nie pasuje do mebli, zwinęłam obraz w rulon i położyłam na szafie. Nie leżał tam długo, powracało do mnie spojrzenie Jezusa pełnego miłości i żalu, tak jakby płakał nade mną. Dla mnie jest to obraz cudowny, ponieważ Bóg posłużył nim, aby mnie nawrócić do siebie ze złej drogi, na której wtedy się znajdowałam. Wiele razy modliłam się przed nim o miłosierdzie dla siebie.

Drugi raz promienie miłości Pana dotknęły mnie po spowiedzi , kiedy stojąc na balkonie spoglądałam na obraz z wdzięcznością, że przystąpiłam do sakramentu miłosierdzia.. Miałam powody aby błagać Pana o miłosierdzie, ponieważ prowadziłam życie bardzo lekkomyślne, upływało ono na uczestniczeniu w imprezach alkoholowych z tzw. gronem przyjaciół , zakupach ciuchów , dbanie o ciało i inne głupoty. Cierpiała na tym moja rodzina, bo dla nich nie starczało czasu. Długo taki stan ukrywałam, żyłam podwójnym życiem, kłamałam. Chodziłam co niedziela do kościoła a przez cały tydzień robiłam co ja chciałam. Z biegiem czasu zaczęłam cierpieć z tego powodu, ponieważ miałam wyrzuty sumienia , że postępuję źle a nie mogłam nic zmienić, byłam już zbyt słaba, złe życie przejęło kierowanie moim losem. Słyszałam, jak Bóg mnie woła – Danusiu - gdzie jesteś? , ale ja ze strachu chowałam się przed Nim.

Trzeci raz doświadczyłam Miłosiernej Obecności wczesnym rankiem, w środę obudziłam się z uczuciem pustki i strachu, zobaczyłam jak nędzne jest moje życie, uklęknęłam przed obrazem Jezusa Miłosiernego i prosiłam: Jezu jestem tutaj, ratuj mnie , napraw mnie, moje złe życie. Poczułam się wtedy jak pusty balon, jakby ubyło mi kilogramów. Od tej chwili wszystko zaczęło się odmieniać . To było dla mnie zdumiewające jak Jezus poradził sobie ze wszystkim co mnie zniewalało. W ciągu kilku dni oderwał mnie Jezus od złych znajomości, przestałam chodzić na imprezy, pić alkohol, palić papierosy, czytać horoskopy , oglądać ogłupiające filmy. Sięgnęłam do Pisma Świętego , zafascynowało mnie, moje relacje do Boga były podobne do osób z kart Starego i Nowego Testamentu, którzy często odwracali się od Boga i grzeszyli, tak jak ja oraz to, że Bóg nigdy nie odmawiał im pomocy, kiedy zwracali się skruszeni do Niego, zamiast kary obdarzał ich współczuciem, opieką i miłością, tak jak mnie. W tym okresie czułam się jak niepełnosprawne dziecko, kochane i troskliwie pielęgnowane przez rodziców. Zapragnęłam bliżej poznać Jezusa – kim ON? jest, chciałam się jakoś odwdzięczyć za wszystko co mi uczynił.
Czytając Dzieje Apostolskie natrafiałam często na fragment, w którym Duch Św. kazał przyłączyć się Filipowi do wozu, którym jechał dworzanin etiopski. Podczas spowiedzi spytałam księdza (który, dowiedziałam się później, był duszpasterzem Wspólnoty w mojej parafii) co to może oznaczać? Skierował mnie na kurs Filipa, który w następnym tygodniu miał się odbyć. Ukończyłam ten kurs, wstąpiłam do tej wspólnoty, ukończyłam inne kursy . Na każdym z nich odnosiłam wrażenie jakby był przygotowywany specjalnie dla mnie. Jezus powierzył mnie w dobre ręce, w tym samym roku uczestniczyłam pierwszy raz w pieszej pielgrzymce na Jasną Górę. Docierało do mnie jak wielka łaska mnie spotkała, że wszystko zawdzięczam Bogu , że to Jezus mnie odnalazł i oddał za mnie życie. Najtrudniej mi było przebaczyć samej sobie, ale Jezus wyprowadzał mnie z lęku , obdarzał miłością. Muszę powiedzieć, że pociągnął mnie Jezus obecny w Eucharystii, uwierzyłam, że naprawdę jest obecny i umacnia mnie, zaczęłam uczęszczać na Msze święte w tygodniu, wierzyłam i doświadczałam tego, że ON jest , że umarł i zmartwychwstał dla mnie, abym ja także żyła życiem prawdziwym.

Zmieniło się moje życie, Jezus leczył moje emocje i lęki . Polepszyły się relacje w rodzinie, z innymi ludźmi. Inni mówili mi , że zmieniłam się , że jestem spokojna, także sama odczuwałam pokój w sercu. Doświadczałam także wyśmiewania od innych, ale nie przejmowałam się tym, wszystko zawierzałam Jezusowi. W tym czasie ukończyłam zaocznie studia, w pracy awansowałam, prowadzę samochód. Wcześniej byłam bardzo bojaźliwa, lęk maskowałam zbytnią pewnością siebie i agresją. Swoje nawrócenie mogę określić jako uwolnienie od złego życia a skierowanie do Boga, zmiane mojego myślenia, spojrzenia na życie , na drugiego człowieka

Wiem, że Jezus nie jest czarodziejska różdżką, która sama załatwi wszystkie problemy, ale wiem, że zawsze mogę na Niego liczyć, że JEST OBECNY w moim życiu, że jest moim przyjacielem , jest moim Panem i Nauczycielem, Jezusem Miłosiernym, który przynosi Pokój i prowadzi do Ojca, wiem, że są dobrzy ludzie, którzy pomagają innym, wiem że teraz jest piękny świat , a jest to życie w zgodzie z Bogiem w Jego miłości. Staram się słuchać, aby usłyszeć i odpowiedzieć, kiedy mnie zapyta: Danusiu jesteś?, a ja odpowiem: jestem Panie. Pragnę i modlę się o to aby inni, którzy prowadzą złe, grzeszne życie zwrócili się tak jak ja o ratunek do Miłosierdzia Bożego, aby Jezus mógł ich uwolnić i uleczyć, bo wiem że Jezus kocha wszystkich, a szczególnie grzeszników i pragnie ich szczęścia, pragnie obdarzyć wybaczającą miłością. ON wie, że jesteśmy słabi i grzeszni i śpieszy nam na ratunek

Danuta - Wspólnota SNE Olsztyn - Jaroty

Logowanie użytkownika

REJESTRACJA