Saletyńska Szkoła        Nowej Ewangelizacji             przy zgromadzeniu                      księży misjonarzy saletynów 

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości.

- 1J 1, 9

Świadectwo 7

Z ewangelizacją za pan brat

Jeśli na drodze wiary można wskazać momenty szczególnego wzrostu, to bez wątpienia takim momentem jest Kurs Pawła. Przed rozpoczęciem kursu dużo o nim myślałem. A co tam będzie? A czemu tak długo (10 dni)? A czy nie można by krócej? A po co uczyć się ewangelizować, przecież każdy z nas zgłębia Słowo Boże i nie jest jakimś biblijnym nieukiem? Z dzisiejszej perspektywy (po kursie Pawła) już bym tych pytań nie zadał. Powód? Bardzo prosty. Po kursie Pawła dopiero widzę, jak ewangelizacja powinna wyglądać i jak bardzo jest dzisiaj potrzebna. Ale po kolei.

Od początku kursu pojawiały się jakieś trudności. A to problem z dostaniem urlopu w pracy. A to przepełniony autobus, który nie zabrał mnie z Olsztyna do Mrągowa. A to deszcz, który lał tak, że zamiast pantofli powinno chodzić się w gumakach, a po ulicach powinny pływać żaglówki, a nie jeździć samochody. Pierwszy raz w życiu jechałem 60 km przez 4 godziny. No ale jak już sobie ponarzekałem, to przejdę do spraw istotnych :) czyli samego kursu. Z założenia jest on propozycją dla wszystkich, którzy pragną w sposób odważny i skuteczny przekazywać dobrą nowinę, tak jak św. Paweł. I tak też było. Kurs jest bardzo praktyczny i pełen warsztatowej pracy, która pomaga odkryć w sobie dary, talenty i charyzmaty, które często trzymamy gdzieś pochowane we własnym wnętrzu. Czas ten pozwolił mi poczuć prawdziwego ducha wspólnoty i uczył wspólnej pracy z braćmi.

Wymiar, nazwijmy go fizyczno-twórczo-praktyczny, to jedna strona medalu. Ważna ale tylko jedna. Druga strona była równie cenna, a może i cenniejsza od pierwszej. To wymiar duchowy kursu. Z każdym kolejnym dniem odkrywałem, że tak naprawdę, to ja nie zaufałem jeszcze w pełni Chrystusowi. Cały czas trzymam się czegoś i asekuruje. Niby na Kursie Filipa uznałem Jezusa Chrystusa, jako mojego jedynego Zbawiciela i Pana, ale w głębi serca cały czas próbowałem zbawić się sam, przez zbieranie dobrych uczynków. Tak jakbym chciał kupić sobie zbawienie - Panie Boże zrobiłem to, to i tamto, a teraz wypłać mi zgodnie z tym co zrobiłem, czyli do nieba poproszę, za kilka lat oczywiście :) Kurs pozwolił mi przyjąć prawdę, że Bóg kocha każdego człowieka. Każdego bez względu na naszą grzeszną naturę, która jest wpisana w życie tu i teraz. Takie to proste, a tak długo zajęło mi odkrywanie tej prawdy i uznanie jej w pełni. W sumie, to w czasie kursu byłem przez 10 dni ewangelizowany. Na nowo, i w pełni, powierzyłem swoje życie w najlepsze ręce, w jakie można je powierzyć, czyli w ręce Jezusa Chrystusa.

Jeśli ktoś zastanawia się czy Kurs Pawła aby nie jest za długi, albo czy trzeba się go bać, to chcę jasno odpowiedzieć, że NIE. Dla mnie to piękny czas, który otworzył mnie na ewangelizację przez duże E. Dużo nauczył i rozwinął duchowo. Pokazał, że z drugim człowiekiem trzeba dzielić się życiem, a nie śmiercią. Nowe życie w Chrystusie jest radością i szczęściem, a nie topieniem się we własnej przeszłości, problemach i przelewaniem tego na drugą osobę. Za ten cudowny czas Chwała Panu.

Marcin Kaczmarczyk - II wspólnota Olsztyn

Logowanie użytkownika

REJESTRACJA